|
|
jak leci
środa, 31 sierpnia 2011
To dla mnie proste nie jest. Przypomniał, że jest moim sąsiadem. ale też dał wyraz nieśpiesznego oczekiwania na dalszy ciąg, choćby i za lat dużo. Po prostu przyjął, że najlepiej będzie mu ze mną. Kim jest ten nieśpieszny człowiek? Mam wrażenie, że ruszyłam dość, żeby mnie pamiętał. A i we mnie zostanie to całe mnóstwo miłości (bez miłości), którymi mnie opatrywał. To było ważne. To było ważne bo dużo zaryzykowałam, żeby móc na chwilę wejść w to do końca.
wtorek, 30 sierpnia 2011
boski relaks przy tricky a potem wynurzanie w pearl jam. Ach!! i dobrze!!
sobota, 27 sierpnia 2011
Nie zapomniał jednak. I przyszedł czas w końcu na rozmowę pt. przepraszam, to nie tak miało się skończyć bez słowa. Nie czuję ulgi. Piotr jest dobrym człowiekiem. Którego przytulanie i całowanie nadal lubię niestety. Jednak w domu na mnie czekają. A on tymczasem planuje co zrobimy razem za kilka lat, albo jutro jeśli zechcę wpaść na herbatę. Różnica jest taka, że nie czuję się pogubiona czy przepełniona chęcią odwiedzania mojego nadal sąsiada. Miłe to było jednak spotkanie po miesiącach. Kiedy się kilka razy mijaliśmy wcześniej na mieście podobno się śmiałam „tak jak tylko ja się potrafię śmiać”. Jego rodzina była zdziwiona, że nie z nim do Łodzi pojechałam. Że Sylwester był wspaniały, i jakby „co” to żebym znać dawała i w tym roku. Uwielbia ze mną rozmawiać. Ja z nim też. Pewnie już będzie normalnie między nami choć i do tej pory źle nie było. Myślę, że moglibyśmy być dobrymi kolegami. Możemy.
środa, 10 sierpnia 2011
potrafię tęsknić poprawnie. przeżyłam przygodę udowadniając sobie, że jest to możliwe. zdarza się też mi. A jednak. Jednocześnie odeszłam nie oczekując powrotów i ponadczasowych uczuć. dostałam ogrom. Wielkie serce. To przede wszystkim. On miał i miałam ja. Ale pozostałam wierna swoim niepewnościom. W pełni szczęścia ubierałam kamizelkę przeciwgromową- dawałam sobie znać, że to nie to.
sobota, 06 sierpnia 2011
Któreś kłamie albo jest dokładnie po środku, a któreś mówi prawdę lub jest dokładnie w środku. Środku dochodzenia do porozumienia pomiędzy prawdą a kłamstwem. więc postanawiam poddać się żeńskiej manipulacji. Jednak mam jakąś cnotę. Upadli też się zakrywają.
piątek, 08 lipca 2011
To kompletna głupotta. dwa ptaki w jednej klatce. w dodatku obce sobie. jakby kruk i papuga. albo skowronek i wróbel. nie znam go. to złuda była. on nie cierpi mnie. a z taką łatwością przychodziło mu oszukiwanie. chyba to się pociągnie. dopóki córeczka nie zacznie olewać sytuacji. brak w tym sensu.
sobota, 02 lipca 2011
Nijak wszedł i rozsiadł się na dobre. I w tych jego wizytach gubię sięja. Zanika przekonanie co do następstwa dnia następnego. O znaczeniu owegoż faktu już nie wspomnę - nima. W takich znikach- jednocześnie wydłużam paznokcie i skracam włosy, co ze zdrowszeniem psychicznym się nie wiąże -bo wręcz odwrotnie. Potem przychodzi seria myśli, że ona z nim tamtym bardziej niż nawet jeślibym chciała jak nie chcę - to ma... A tamten... i tamta... mają bardziej poprostowane i nawet siadać obok niegodnam. Przytulam córeczkę. Biedna... odziedziczy te geny pojebane? Zdezelowane? może nie...
piątek, 24 czerwca 2011
Już mięknę, dość mam swoich wyborów i decyzji. Nie doprowadziłam sprawy do końca i teraz łapią mnie tego wszelkie możliwe komplikacje. Pewnie potrafię się cieszyć, bawić.. na dnie ale jest.. dusi mnie kontroling.nie daję się pułapce obwiniania, ale mogłabym. póki co wszystko wraca - zresztą bez czarów, zgodnie z oczekiwaniami, do normy.
wtorek, 14 czerwca 2011
W czym tkwi ten diabeł, który pozwala mi dobrze się czuć tylko w niedalekiej obecności znajomych mych najmłodszych stażem i wiekim . Chodzi rzecz jasna o kwestie znajomych wybranych, nie zawodowych czy - tym bardziej - starych lub nowszych przyjaciół. Nie było mi ostatnio do śmiechu, zwłaszcza na wspomnienie o Qubie, którego wprowadziłam (siebie też...) w niezłe zakłopotanie podczas jednej z nocy "pod chmurką" gdzie alkohol lał się jak fontanna i nieco straciłam hm.. umiar w jęzorze mówiąc wprost. Bezwzględne zdjęcia kolegi Michała miały mi to wryć mi w pamięć doszczętnie ale nie byłam w stanie tego obejrzeć... wstyd po prostu. Alkohol dość wymazał większość przebiegów z wydarzeń i tego się trzymałam. Jakichkolwiek spotkań, spojrzeń - tym bardziej unikałam. Jednak ostatnio zostałam postawiona przed obecnością z Qubą przy stoliki jednym. Buraka walnęłam wzorcowego. Szczęście, młodzian Quba z ochotą przystał na mą obecność krzes ło w krzesło. Mało tego - nasza rozmowa potoczyła się płynnym nurtem czyli jak zawsze. Bo trzeba powiedzieć, że uwielbiam z nim gadać. Bo nawet kiedy byłam jeszcze w bliższej relacji z Piotrem to właśnie z Qubą najczęściej robiliśmy symboliczny okop w kuchniach, przedsionkach tudzież podblokach (z fajek, kalendarzy, kielichów) i zwyczajnie konwersowaliśmy.... Bez szczególnych poszukiwań obecności a jednak w pełnym porozumieniu. No może z pewnym marginesem błędu, ale tak właśnie to odczuwałam. Hm...Piotr... "o matko" - takie stwierdzenie najczęściej mnie napada, kiedy przychodzi nam teraz obok poprzebywać. PIJE w dramatycznych ilościach. I mówię to ja, która raczej przywykła jest do spożywających. I pozwala przyklejać się do siebie przedziwnym stworom płci żeńskiej. Oczywiście biorę poprawkę na to, że mogę być zazdrosna i dlatego oceniać w taki sposób. Ale siostra Piotra - z którą alleluja kontakt obecnie mam nadal dobry jeśli nie lepszy - dyszy i sapie kiedy zderza się z poniektórymi z owych stworów. Ostatnio przysiadłam nawet w mieszkaniu Piotra. Nie klei nam się rozmowa. Ale też nie warczymy na siebie - też nie ma o czym...
czwartek, 26 maja 2011
Nie śpię. Zżera mnie osąd. Sadzę siebie a ponieważ zagłuszam myśli pracą w dzień - dziś już trzecią noc siedziałam przed "oceniającymi" mnie i moje zachowania, decyzje itp. Dziś na wokandzie była sprawa mojego wyjścia z domu. Obudziłam się zmęczona. Była trzecia w nocy i nie mogłam już zasnąć. Myśli mnie otłukują i oklejają. Boli. I dalej tak nie wyrobię. Czuję się przegrana, fałszywa ale przede wszystkim zbyt opina mnie myśl, że wszystkie dziewczyny wokół potrafią trzymać klasę a ja jej nie mam. Ten język między moimi zębami nagły i niespodziewany, a potem te moje chore "wyznania" do Kuby... Matko, ale mu farmazoliłam. Blleeee!! Ten Kuba właśnie tak mnie męczy. Może kiedyś uda mi się go zrzucić z pamięci. Szlak.
|