o Botu. Takiej.
Blog > Komentarze do wpisu

To nie pożegnanie, to obietnica..

Trudno nawet zacząć... Od końca łatwiej. 

Pożegnań nie było. Było powitanie - bardzo ciepłe. Nic nie uleciało z naszej bliskości. Nadal przyciągamy się wzajemnie. Dzielenie się z nim słowem i ciszą jest równie łatwe. Wkradłam w pomiędzy kilka niepewności. Zaprotestowałam przeciw ciszom wymagającym walki z poczuciem niechcenia, tą kiedy nie może być blisko, ale ma telefon którego nie używa... Trudno mi do niego mówić o uczuciach. Ale to ważenie słów w jego przypadku ma tę wartość, że kiedy płyną - ja mu wierzę. Kiedy dzieliłam się moim zwątpieniem w moc tej naszej relacji zapytał "a skąd tu jestem teraz?".. Tak, to prawda. Nadrobił mnóstwo kilometrów i czasu, żęby pobyć ze mną przez godzinę, żeby chwilę potrzymać mnie za rękę, popatrzeć w oczy dokładnie tak jak on tylko potrafi, posłuchać i poopowiadać. W  pomiędzach jego opowieści kilka słów ogrzało mnie totalnie. O tym, że i jak czuje było niewiele. Ale ważniejsze było to, że tam gdzie jest brakuje mu mnie bo choć zdarzały się mu i zdarzają następujące po sobie podobne sytuacje -  czuje brak. O wymarzeniu bliskiego, obecnego przy sobie ciepła mówił. I o tym, że w grudniu planuje dłuższy urlop, i kiedy tu przyjedzie, to w czasie kiedy będę szła do pracy, on będzie nadrabiał zaległości książkowe... kiedykolwiek będzie grudzień już myślę o nim z uśmiechem. "Co chcesz z Meksyku?"  zapytał. - Ciebie... - odparłam.  - To już masz. Więc co chcesz z Meksyku? 

Głos, mnóstwo zdań ubranych w jego głos chcę. Zgodził się....

Znaleźć kogoś tak bliskiego jak On, Wiatr... Jeśli stało się możliwe, to znak że się zdarza ludziom. 

I od kiedy weszłam z Wiatrem w taką relację, trudno przychodzi mi pisanie o tym, co czuję. To jest zwyczajnie nieuchwytne, a jednak ma ogromną moc. Bałam się tego naszego spotkania. Zgromiona już rano niezablokowanymi na czas wiadomościami od Intruza, w których kolejne razy żonglował zdaniami ostatecznymi i celującymi w totalny brak szacunku i jakichkolwiek ciepłych uczuć w stosunku do własnych dzieci... Zaczepiłam Biga. W końcu to on umawiał się wczoraj ze mną, że ranek zaczynamy razem. Aczkolwiek, wiadomo, z wielkim przymrużeniem oka to traktowałam. Tymczasem on się odezwał. Ale to nie koniec. Stała się rzecz absolutnie niemożliwa w ciągu ostatnich lat.. zaproponował, że po mnie podjedzie i pojedziemy na spacer. Co też uczynił!!! Tak więc o godzinie 10 ja i Big spacerowaliśmy sobie u brzegu Wisły radośnie szurając stopami po trawie i dzieląc się wydarzeniami z czasu, kiedy nasz kontakt zawiesił się w próżni. I to właśnie tak z nim mam - wybuch, nic nic nic i kilka kroków w relacji do przodu. Przez pierwszy rok mniej więcej wogóle nie było mowy o rozmowach przez telefon! Potem cisza absolutna, mały wybuch relacji i bach! Rozmowy codzienne... Nie wiem w sumie jaką mięliśmy przerwę w kontaktach teraz, ale gdybym trzy lata temu słyszała, dostawała i miała na wyciągnięcie ręki to co mam od niego choćby dziś - hu! Może on to czuje - że jest już przy mnie bezpieczny w sensie relacyjnym. Bo niby jeszcze ciągnie, ale z mojej strony to jest już coś innego niż kiedyś. Zwyczajnie wyparowały ze mnie chęci ku męskich zbliżeń innych niż do Wiatru. Ale w przypadku Biga i mnie jest coś innego... Doskonale zdajemy sobie sprawę ze specyfiki relacji, ale też na ową relację składa się fakt, że traktujemy pocałunek, przytulenie, dotyk mocny czy delikatny jak coś oczywistego. Big ma taką moc w rękach... potrafi tak przycisnąć że w ciągu dwóch sekund miękną mi nogi i intensywnieje kontakt biodrowy. A nigdy, przenigdy nie przekroczyliśmy tej granicy. I nie wyobrażam sobie aby miało to nastąpić. Gdzieś indziej chowa się tajemnica naszego przyciągania, a my ją czasami nieco rozciągamy, ale nie za mocno.

Gdyby był przy mnie Wiatr, tak na dzień dobry i dobranoc, przenigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby inne relacje toczyć. Ale on twierdzi, że głowa i serce toczą... walkę konkretnie. A ja się z tym nie zgodziłam. Uważam, że w tym sprawach trzeba słuchać serca. To ono powinno dyktować warunki. Taka właśnie zmiana we mnie zaszła odkąd poznałam Wiatr. 

Kiedy Wiatr przytulił mnie na pożegnanie wyszeptał jedno zdanie - Będę Cię odwiedzał...

czwartek, 13 września 2018, wrednabotu

Polecane wpisy

  • Duch, mój ulubiony

    Nosi mnie, oj nosi. Usiedzieć w miejscu nie mogę. Łapię chwile za nogi, ręce i głowy. Oby dalej, oby z kimś, oby nie zostać przy obowiązkach.. I daję sobie pełn

  • Trochę bliżej

    Ważne etapy, kolejne plany, drobny sukces - podzieliłam się tym z Wiatrem. Przysłał mi wiadomość nagraną, z mnóstwem dobrych słów dla mnie.. możliwe, że to norm

  • Wątpliwość

    A jeśli on czuje podobnie do mnie? Mam go od kilku dni znacznie więcej, znacznie mocniej.. Już nie tylko życzy miłego dnia i nocy, ale pokazuje jak spędza czas.